Cena Aetheru II

Minęły miesiące, lecz Brokk Grungsson nie zapomniał lasu ani krzyku Dhorvalda — dlatego, gdy aethermetry ponownie wskazały bogate złoża pod północnymi borami, Kharadron wrócili, tym razem prowadzeni przez potężnego Arkanaut Ironclada, którego ciężki kadłub sunął nad koronami drzew niczym stalowa forteca.

Na jego pokładzie stał nowy Aetheric Navigator, śledzący niespokojne prądy Aetheru, podczas gdy świeżo przydzielony oddział Grundstok Thunderers sprawdzał broń, a trójka Endrinriggerów na aetherowych balonach krążyła wokół okrętu, gotowa naprawiać uszkodzenia albo spaść na wroga z góry.

Nie wiedzieli jednak, że Sylvaneth również przygotowywali się do ich powrotu.

Lady of Vines obudziła pradawne knieje, Drycha Hamadreth wypuściła na wolność roje rozwścieczonych spite’ów, a pieśń Warsong Revenanta rozeszła się poprzez korzenie na wiele mil. Gdy Ironclad zniżył lot, z mgły wyszli Kurnoth Hunters, za nimi Treelord Ancient i Spirit of Durthu, a Brokk, patrząc na szalejącą wskazówkę aethermetru, pojął wreszcie, że Aether nie spoczywał jedynie pod lasem — był częścią jego żywego serca.

Pierwsza salwa ciężkich dział Ironclada rozdarła poranne niebo, lecz gdy las odpowiedział rykiem tysiąca budzących się korzeni, stało się jasne, że tym razem Sylvaneth nie zamierzają tylko bronić swoich ziem.

Zamierzali strącić dumę Kharadronów z samego nieba.


Dziennik pokładowy

Rejestr ekspedycyjny — wpis pierwszy
Północne bory
Status wyprawy: operacja wydobywcza, ryzyko podwyższone

Odczyty potwierdzone.

Złoże istnieje.

I jest większe, niż wynikało z raportów Dhorvalda.

Navigator twierdzi, że nie powinniśmy nazywać tego złożem. Według niego aethericzne prądy zachowują się inaczej niż nad zwykłymi pokładami gazu — pulsują. Wzrastają i opadają w regularnych odstępach, jakby cały las oddychał czymś, co nasze instrumenty uznają za Aether.

Nie lubię, gdy Navigatorzy zaczynają mówić poetycko.

Płaci im się za kursy, nie za metafory.

Mimo to wydałem rozkaz podwojenia wacht.

Raporty Brokka dotyczące poprzedniej ekspedycji były dokładne, choć zdecydowanie zbyt oszczędne w opisie przeciwnika. „Agresywna flora” nie jest wystarczającym określeniem dla drzewa zdolnego rozłupać pancerz okrętu wojennego.

Zapisano uwagę do przyszłych formularzy.

Załoga zna historię Dhorvalda.

Niektórzy znali jego samego.

Nie rozmawiają o tym głośno, ale zauważyłem, że gdy zeszliśmy poniżej warstwy chmur, rozmowy na pokładzie ucichły. Nawet Grundstokowie przestali żartować.

To dobrze.

Strach właściwie rozliczony w bilansie ryzyka bywa użytecznym zasobem.

Ironclad pozostaje wysoko.

Fregata utrzymuje się na lewej burcie, nisko nad koronami. Arkanaut Company otrzymała rozkaz gotowości do desantu.

Gunhauler prowadzi obserwację prawego skrzydła.

Navigator ma pozostać w pobliżu.

Nie pytam już, po co.

Widziałem, jak potrafi znaleźć drogę tam, gdzie według map nie ma żadnej.

Endrinriggerzy dostali prostsze instrukcje:

jeśli coś dymi — naprawić.
Jeśli coś krwawi — zostawić medykom.
Jeśli coś jest z drewna i próbuje wejść na pokład — ciąć.

Przyjęli rozkaz z entuzjazmem.

Najbardziej niepokoją mnie jednak nie wielkie drzewa.

Te przynajmniej widać.

Problemem są rzeczy mniejsze.

Korzenie poruszające się pod ziemią. Światła pomiędzy pniami. Dźwięki, które Navigator słyszy przez instrumenty, choć żaden z nas nie słyszy ich uszami.

Oraz fakt, że od chwili wejścia nad las wszystkie kompasy odchylają się o trzy stopnie na południe.

Bez wyjątku.

Navigator mówi, że to niemożliwe.

Powiedziałem mu, że skoro dzieje się to na moim okręcie, najwyraźniej jest możliwe.

Krótko przed świtem dostrzeżono pierwsze sylwetki.

Najpierw Kurnothów.

Potem większe.

Znacznie większe.

Jeden z Grundstoków zapytał, czy to ten sam duch drzewa, który walczył z poprzednią ekspedycją.

Nikt mu nie odpowiedział.

Nie było potrzeby.

Brokk stał wtedy przy relingu.

Patrzył długo.

Potem powiedział tylko:

— Tym razem nie odleci.

Nie wiem, czy mówił do nas.

Nie wiem nawet, czy mówił o nim.

Aethermetry zaczęły wariować kilka minut później.

Wskazówki uderzały o ograniczniki. Zawory bezpieczeństwa otworzyły się jednocześnie na trzech pokładach. Navigator krzyknął coś o zmianie prądu i kazał zmniejszyć wysokość.

Wtedy las się poruszył.

Nie wiatr.

Nie zwierzęta.

Las.

Cały.

Jak jedna żywa rzecz.

Wydałem rozkaz bojowy.

Thunderersi zajęli stanowiska.

Załogi dział odblokowały mechanizmy.

Skywardensi zerwali szyk i zeszli niżej.

Fregata zmieniła kurs.

Gunhauler zniknął za linią drzew.

Przez moment wszystko ucichło.

A potem zobaczyłem pierwszego Treelorda wychodzącego spomiędzy pni.

Za nim następnego.

I jeszcze jednego.

Poprawiłem lunetę.

— Zapisać w dzienniku — powiedziałem.

Skryba spojrzał na mnie.

— Co dokładnie, admirale?

Spojrzałem na wskazania aethermetru.

Potem na las.

— Cena surowca wzrosła.

Koniec wpisu.

Powrót do północnych borów

Las czekał.

To właśnie niepokoiło admirała najbardziej.

Morze ostrzegało, zanim próbowało zabić. Wiatr zmieniał kierunek, fale rosły, niebo ciemniało.

Las po prostu milczał.

Ironclad sunął wysoko nad ośnieżonymi koronami drzew, ciężki i dostojny, a jego działa powoli obracały się ku ziemi. Na pokładzie Aetheric Navigator raz po raz zerkał na drżące wskazówki instrumentów.

— Znowu odchylenie — mruknął.

— O ile?

— Trzy stopnie na południe.

Admirał spojrzał na nieruchome drzewa.

— Kompasy?

— Wszystkie.

— To niemożliwe.

Navigator uśmiechnął się krzywo.

— Las najwyraźniej nie został o tym poinformowany.

Brokk Grungsson stał przy relingu i patrzył w dół.

Pamiętał poprzednią wyprawę.

Pamiętał krzyk Dhorvalda.

— Tym razem — powiedział cicho — nie będziemy walczyć tam, gdzie oni tego chcą.


Głęboko pod śniegiem poruszyły się korzenie.

Wrócili.

Wieść popłynęła przez ziemię szybciej niż wiatr.

Lady of Vines otworzyła oczy.

Warsong Revenant podjął pieśń.

Durthu uniósł głowę.

Drycha zaśmiała się.

— Znowu przyszli kraść — wyszeptała.

— Nie rozumieją — odpowiedziała Lady of Vines.

— Rozumieją wystarczająco dużo.

— Co takiego?

Drycha spojrzała ku niebu, gdzie pomiędzy chmurami przesuwały się ciemne sylwetki okrętów.

— Że mogą umrzeć.


Pierwszy cios należał do lasu.

Drycha pojawiła się niemal bez ostrzeżenia.

Jedną chwilę fregata schodziła spokojnie nad skraj boru, a następną śnieg eksplodował rojem spite’ów, cierni i splątanych korzeni.

— Kontakt na prawej burcie!

— Endrinriggerzy w dół!

Trzech mechaników poderwało się w powietrze.

Nie zdążyli.

Drycha wdarła się między nich z wrzaskiem tak ostrym, że zadrżały szyby na mostku. Jeden po drugim spadli w śnieg.

Fregata szarpnęła się, próbując wyrwać spomiędzy gałęzi.

Bez skutku.

— Jest za blisko — powiedział Navigator.

Admirał spojrzał przez lunetę.

— W takim razie popełniła błąd.

Ironclad zszedł niżej.

Ciężkie działa obróciły się w stronę lasu.

Drycha dostrzegła cień przesuwający się nad śniegiem i podniosła głowę.

— Otworzyć ogień.

Niebo zapłonęło.

Kiedy dym opadł, miejsce, w którym stała Drycha, płonęło.


Las poczuł jej śmierć.

Korzenie napięły się.

Lady of Vines odwróciła głowę.

— Siostro?

Nie było odpowiedzi.

Warsong Revenant przerwał pieśń tylko na chwilę.

Durthu ruszył.

— Nie — powiedziała Lady of Vines. — Jeszcze nie.

Durthu spojrzał na nią.

— Zabili ją.

— Właśnie dlatego chcą, żebyś wyszedł.

Pradawny duch zacisnął ogromną dłoń na rękojeści miecza.

— Niech więc czekają.


Na drugim skrzydle Kurnothowie ruszyli do przodu.

Za nimi szedł Treelord Ancient.

Dalej Durthu.

Jeszcze dalej Lady of Vines.

Magia zgęstniała w powietrzu.

Navigator spojrzał na wskaźniki.

— Za chwilę ruszą.

— Możesz ich zatrzymać?

— Mogę spróbować.

Pieśń Warsong Revenanta przeszła przez ziemię. Kurnothowie pochylili się do biegu.

Navigator uniósł rękę.

Aether wokół niego zadrżał.

Przez moment na polu bitwy panowała absolutna cisza.

Potem leśna magia pękła jak naprężona lina.

Kurnothowie zwolnili.

Treelord zatrzymał się za nimi.

Durthu nie miał gdzie przejść.

Admirał spojrzał na Navigatora.

— To było zaplanowane?

— Oczywiście.

— Kłamiesz.

— Oczywiście.


Lady of Vines wyszła spomiędzy drzew.

Wokół niej śnieg topniał, a spod zmarzniętej ziemi przebijały się zielone pędy.

Admirał obserwował ją przez lunetę.

— Cel oznaczony.

Grundstok Thunderer obok niego przeładował broń.

— Wszystkie działa?

Admirał opuścił lunetę.

— Wszystkie.

Ironclad przemówił.

Jedna salwa za drugą rozrywała las.

Lady of Vines zniknęła za ścianą ognia, dymu i wyrzuconego w powietrze śniegu.

Gdy widoczność wróciła, nie było już do czego strzelać.

Brokk długo patrzył w ciszy.

— Teraz przyjdzie on — powiedział.

— Kto?

Brokk wskazał las.

Drzewa rozstąpiły się.

Durthu wyszedł na otwartą przestrzeń.


— Metalowa bestio! — jego głos przeszedł przez dolinę jak grzmot. — Zejdź z nieba!

Admirał stanął przy relingu Ironclada.

— Nie.

Durthu ruszył.

Pierwsza salwa wyrwała wielkie płaty kory z jego piersi.

Nie zwolnił.

Druga roztrzaskała jedno z ramion.

Nadal szedł.

Był już blisko.

Bardzo blisko.

— Jeszcze chwila — powiedział Brokk.

— Admirale…

— Jeszcze.

Durthu uniósł miecz.

— Teraz.

Działa Ironclada wystrzeliły jednocześnie.

Przez moment pradawny duch stał pośród ognia.

Potem runął.

Nikt na pokładzie nie krzyczał z radości.

Brokk zdjął okulary.

— Za Dhorvalda — powiedział.

I to wystarczyło.


Las krwawił.

Drycha nie żyła.

Lady of Vines milczała.

Durthu upadł.

Ale Treelord Ancient wciąż stał.

Poraniony.

Poszarpany.

Prawie martwy.

Prawie.

Dopadł Ironclada i uderzył w kadłub z siłą, która rzuciła marynarzy na pokład.

— Pancerz trzyma!

— Oderwać się!

Ironclad poderwał się ponad Treelordem. Bomby spadły pod jego stopy, a ogień z pozostałych okrętów przeszył śnieżne powietrze.

Pradawny zachwiał się.

Admirał zeskoczył z pokładu.

— Jeden cios — powiedział.

Podniósł broń.

Treelord patrzył na niego jednym płonącym okiem.

Cios nie doszedł.

Pradawny cofnął się między drzewa.

— Za nim! — krzyknął jeden z Thunderersów.

Brokk uniósł rękę.

— Nie.

— Ale on ucieka!

— Nie.

Las zamknął się za Treelordem.

Chwilę później daleko za liniami Kharadronów ziemia pękła.

Treelord wynurzył się z korzeni w miejscu, które flota uznała już za bezpieczne.

Navigator patrzył na niego przez lunetę.

— On nie uciekał.

Admirał zacisnął szczękę.

— Nie.

— Wiedział, gdzie chce być.

Brokk spojrzał na płonący las, potem na ocalałe okręty.

— Tak samo jak my.


Gdy walki ucichły, wszystkie trzy statki nadal pozostawały w powietrzu.

Ironclad był poharatany, ale leciał.

Fregata wróciła do szyku.

Gunhauler zatoczył szeroki łuk nad polem bitwy.

Śnieg był czarny od sadzy i popiołu.

Navigator zamknął dziennik pomiarowy.

— Złoże nadal tam jest.

Admirał prychnął.

— Po tym wszystkim to właśnie masz do powiedzenia?

— Jestem Navigatorem. Nie poetą.

Brokk spojrzał na północne bory.

Gdzieś daleko, pomiędzy drzewami, poruszył się cień.

— Las przetrwał — powiedział.

— My też.

— To nie to samo.

Przez chwilę nikt się nie odezwał.

Potem admirał odwrócił się do załogi.

— Ustawić kurs powrotny.

— Do portu?

Brokk spojrzał jeszcze raz na las.

— Na razie.

Głęboko pod śniegiem drgnął korzeń.

Las pamiętał.

Kharadroni również.