Korona Pustego Króla

Pod martwym światłem czerwonego karła dryfuje świat bez nazwy. Jego powierzchnia jest jałowa, spękana i czarna od popiołu sprzed tysiącleci. Żaden imperialny kartograf nie zaznacza go na mapach. Żaden astropata nie wypowiada jego koordynatów na głos.

A jednak wszyscy o nim słyszeli.

Koloseum Nexaris.

Miejsce, gdzie kończą się przysięgi.
Miejsce, gdzie bogowie Chaosu szepczą najgłośniej.
Miejsce, gdzie śmierć nie jest karą — lecz widowiskiem.

Arena została wykuta w trzewiach pradawnej nekropolii starszej niż Imperium. Czarne pylony otaczające piaski drżą od energii warp, a pod kamiennymi trybunami coś oddycha powoli i ciężko, jak bestia śniąca od dziesięciu tysięcy lat.

Tłumy nie istnieją tutaj naprawdę. Widownię tworzą miliony oczu podłączonych do zakazanych transmisji: heretycy, inkwizytorzy, xenoscy watażkowie, dekadenccy możni i istoty, które dawno porzuciły fizyczne ciała. Wszyscy patrzą.

Wszyscy pragną krwi.

Pierwsi wkroczyli Ultramarines.

Błękitne pancerze lśniły w popiele niczym posągi dawno zapomnianych bohaterów. Synowie Guillimana nie przybyli dla chwały. Przybyli, ponieważ Imperium nie może pozwolić, by artefakt ukryty pod areną dostał się w ręce heretyków. Ich boltery przemówią głosem porządku pośród szaleństwa.

Lecz nawet oni czuli niepokój.

Bo kiedy zgasły światła lądowisk, pojawili się Grey Knights.

Bez fanfar.
Bez heraldyki.
Tylko srebrne sylwetki i chłód, który przeszył samą rzeczywistość. Każdy z nich słyszał szepty dobiegające spod piasków Nexaris. Demoniczne. Głodne. Stare.

Na obrzeżach areny czekały już drapieżne sylwetki Kroot.

Obserwowali.
Wąchali powietrze.
Zapamiętywali zapach przyszłej zdobyczy. Dla Krootów Koloseum było czymś więcej niż wojną — było ucztą ewolucji. Mięso Astartes. Mięso demonów. Mięso bohaterów. Każde zwycięstwo mogło zmienić ich gatunek na zawsze.

Głęboko pod ziemią rozbrzmiewały ciężkie kroki Leagues of Votann.

Kin przybyli z wyrokiem zapisanym w pradawnych rdzeniach pamięci. Artefakt Nexaris widniał w ich annałach jako utracony przed erami dług, który musi zostać odzyskany. A Kin nigdy nie zapominają długu.

Potem nadeszła muzyka.

Krzyki.
Śmiech.
Ryk wzmacniaczy i rozdzierające duszę dźwięki.

Emperor’s Children wkroczyli na arenę jak aktorzy na scenę. Ich pancerze pulsowały barwami niemożliwymi do opisania ludzkim umysłem. Dla nich Koloseum było świątynią doznań. Każda rana była dziełem sztuki. Każda śmierć — perfekcyjną nutą w symfonii Slaanesha.

A za nimi przyszła zaraza.

Powietrze zgęstniało.
Metal zaczął rdzewieć.
Piasek nasiąkł ropą i krwią.

Death Guard weszli powoli, niepowstrzymanie, niczym sama nieuchronność śmierci. Dzwony ich pancerzy rozbrzmiewały głucho po całej arenie. Gdzie stanęli, tam gasło światło.

Wtedy rozległ się głos Kuratorów.

„Nie ma tu bohaterów.
Nie ma tu wybrańców.
Jest tylko wojna.”

Bramy Koloseum zamknęły się z hukiem.

I nawet bogowie zaczęli patrzeć.

Kroniki Pierwszych Starć

Koloseum Nexaris przebudziło się wraz z pierwszym rozlewem krwi.

Czarne pylony otaczające arenę rozjarzyły się złowrogim światłem, gdy sześć armii wkroczyło na spopielone piaski martwego świata. Nad ruinami zawyły warpowe wichry, a miliony ukrytych obserwatorów z całej galaktyki skierowały wzrok ku arenie.

Wojna o Koronę Pustego Króla właśnie się rozpoczęła.


Tau kontra Emperor’s Children

Stal przeciw ekstazie

Pierwsze starcie należało do sił T’au Empire oraz Emperor’s Children.

Arena eksplodowała światłem technologii Tau i kakofonią chaosu.

Nad polem bitwy górował potężny Riptide — kroczący bastion uzbrojony w niszczycielską siłę ognia, symbol zimnej precyzji Najwyższego Dobra. Naprzeciw niego stanął Demon Prince Slaanesha — skrzydlata abominacja spowita purpurowym światłem warp, poruszająca się z nienaturalną gracją pośród gradu pocisków.

Ich pojedynek przeszedł do legend Nexaris.

Jonowe eksplozje rozrywały kamienne filary Koloseum, gdy Riptide zasypywał demona lawiną ognia. Lecz Demon Prince parł naprzód przez płomienie i energię, śmiejąc się obłąkańczo, jakby sama wojna była dla niego jedynie kolejną formą rozrywki.

Gdy w końcu obaj giganci starli się pośród ruin centralnej areny, ziemia zatrzęsła się pod ich potęgą. Warp mieszał się z energią plazmy, a widzowie Nexaris po raz pierwszy ujrzeli, jak cienka jest granica między technologią a szaleństwem.

Bitwa pozostawiła arenę płonącą.

I Nexaris zapragnęło więcej.


Emperor’s Children kontra Votann

Dług zapisany w kamieniu

Drugie starcie przyniosło brutalne zderzenie dekadencji Chaosu z nieugiętą wolą Leagues of Votann.

Wojownicy Emperor’s Children wkroczyli na pole bitwy wśród wrzasków wzmacniaczy sonicznych i bluźnierczych hymnów ku chwale Slaanesha. Pewni własnej doskonałości rzucili się do ataku, pragnąc zamienić kolejną bitwę w krwawy spektakl.

Lecz Kin nie ustąpili.

Votann walczyli niczym pradawna lawina — powoli, metodycznie i niepowstrzymanie. Każdy strzał był wyrokiem. Każdy krok przybliżał Chaos do zagłady. Gdy soniczne działa rozrywały skały areny, Kin odpowiadali salwami ciężkiej broni, których huk odbijał się echem po całym Nexaris.

Ostatecznie pycha Emperor’s Children rozbiła się o żelazną dyscyplinę Votann.

Gdy ostatni heretycy padli na czarnych piaskach Koloseum, Kin zapisali nowe zwycięstwo w swoich pradawnych kronikach.

Dług został spłacony.


Grey Knights

Srebrni Łowcy

Jeśli inne armie walczyły o chwałę, wiedzę lub rozkosz wojny, Grey Knights przybyli wyłącznie po jedno:

unicestwienie.

Milczący wojownicy Titana stali się postrachem Nexaris. W każdej bitwie pojawiali się niczym widma — chłodni, precyzyjni i całkowicie pozbawieni strachu. Tam gdzie inni dowódcy popełniali błędy pod wpływem gniewu lub ambicji, Grey Knights działali z absolutną pewnością.

Demony padały pod ich nemesis force weapons.
Heretycy ginęli w oczyszczającym ogniu psioniki.
Nawet xenos zaczęli szeptać o „srebrnych duchach” pojawiających się pośród warpowych burz.

Żaden przeciwnik nie zdołał ich pokonać.

A z każdą wygraną Grey Knights coraz bardziej zbliżali się do prawdy ukrytej pod Koloseum Nexaris.


Upadek Krootów

Głód, którego nie nasycono

Najokrutniejszą cenę pierwszych walk zapłacili Kroot.

Przybyli na Nexaris jako łowcy, przekonani, że mięso elitarnych wojowników pozwoli ich rasie osiągnąć nowy etap ewolucji. Polowali w ruinach areny, obserwowali swoich przeciwników z cienia i cierpliwie czekali na idealny moment do ataku.

Lecz Nexaris nie nagradza słabych.

Krootzkie watahy były rozbijane jedna po drugiej — przez boltery Imperium, przez spaczoną broń Chaosu i przez bezwzględne ostrza wojowników innych ras. Ich ciała pozostały na piaskach Koloseum, pożerane przez toksyczne wichry i pradawne istoty czające się pod ruinami.

Ich głód pozostał niezaspokojony.

A arena pochłonęła kolejne ofiary.

Kroniki Drugiego Dnia

Drugiego dnia nad Nexaris nie wzeszło słońce.

Niebo martwego świata spowiły ciężkie, zielonkawe chmury warpowego pyłu, a czarne pylony Koloseum pulsowały coraz szybciej, jakby sama planeta reagowała na nieustający rozlew krwi. W ruinach areny zalegały wraki maszyn, fragmenty pancerzy i tysiące martwych ciał pozostawionych przez pierwszy dzień wojny.

Lecz Nexaris wciąż domagało się więcej.


Powrót Tau

Upadek Srebrnych Łowców

Po wcześniejszych stratach siły T’au Empire powróciły na arenę z nową determinacją.

Dowódcy Tau zrozumieli już brutalną prawdę Nexaris — tutaj nie wygrywa ten, kto walczy honorowo. Wygrywa ten, kto kontroluje pole bitwy choćby przez jedną sekundę dłużej od przeciwnika.

Naprzeciw nich ponownie stanęli Grey Knights, niepokonani srebrni wojownicy Titana.

Tym razem jednak Tau byli przygotowani.

Crisis Suits spadły z nieba niczym deszcz komet. Uzbrojone w plazmę, rakiety i broń fuzyjną pancerze bojowe uderzyły z chirurgiczną precyzją, rozrywając formacje Grey Knights zanim ci mogli zbliżyć się do zwarcia.

Psioniczne bariery pękały pod lawiną ognia.
Teleportacyjne kontrataki grzęzły w krzyżowym ostrzale.
Każdy ruch Grey Knights spotykał się z perfekcyjnie skoordynowaną odpowiedzią Tau.

Po raz pierwszy na Nexaris srebrni łowcy zostali zmuszeni do odwrotu.

Wieść o ich porażce rozeszła się po całym Koloseum niczym szept herezji.

Nawet niezwyciężeni mogą krwawić.


Death Guard

Nieuchronność

Potem nadeszła zaraza.

Death Guard wkroczyli do wojny niczym powolna katastrofa naturalna — bez pośpiechu, bez gniewu i bez strachu.

Tylko śmierć maszerująca w ciężkich, przerdzewiałych pancerzach.


Death Guard kontra Emperor’s Children

Rozkład pożera ekstazę

Pierwszymi, którzy poznali prawdziwą siłę synów Mortariona, byli Emperor’s Children.

Slaaneshańscy wojownicy wkroczyli do bitwy wśród wrzasków sonicznych dział i obłąkańczego śmiechu, lecz tym razem ich przeciwnik był niewzruszony. Death Guard parli naprzód przez fale dźwięku, ignorując ból, ignorując obrażenia, ignorując samą rzeczywistość.

Tam, gdzie Emperor’s Children walczyli dla doznań, Death Guard walczyli jak ucieleśnienie nieuniknionego końca.

Powietrze zgniło.
Pancerze korodowały.
Ciała heretyków Slaanesha rozpadały się od chorób starszych niż Imperium.

Ekstaza została zduszona przez rozkład.


Death Guard kontra Votann

Wojna na wyniszczenie

Następni byli Leagues of Votann.

Kin odpowiedzieli ogniem ciężkich dział i niewzruszoną dyscypliną, lecz Nexaris stało się idealnym polem dla Death Guard. Toksyczne mgły ograniczały widoczność, a każda wymiana ognia przeciągała się w brutalną wojnę wyniszczenia.

I właśnie tam Death Guard byli najsilniejsi.

Plague Marines maszerowali dalej mimo utraconych kończyn i rozszarpanych pancerzy. Demoniczne zarazy przedostawały się do systemów Votann, dławiąc maszyny i wojowników w chmurach rdzy oraz trupiego pyłu.

Nawet Kin nie zdołali zatrzymać nieuchronności.


Death Guard kontra Tau

Koniec precyzji

Ostatni opór podjęły siły T’au Empire.

Tau próbowali walczyć na dystans, wykorzystując mobilność swoich Crisis Suits i przewagę technologii. Początkowo wydawało się, że ich precyzyjny ostrzał powstrzyma rozkładającą się falę.

Lecz Death Guard nie zatrzymują się.

Każdy zabity Plague Marine był zastępowany przez kolejnego.
Każda toksyczna chmura ograniczała pole ostrzału.
Każda minuta bitwy działała na korzyść Nurgla.

Gdy zaraza dotarła do pozycji Tau, walka zamieniła się w rzeź.

Zaawansowana technologia Najwyższego Dobra gasła pod warstwami rdzy i biologicznego plugastwa. Crisis Suits eksplodowały od wewnątrz, a wojownicy Tau dusili się we własnych hełmach.

Na końcu pola bitwy pozostali tylko Death Guard.

Niewzruszeni.
Powolni.
Niepowstrzymani.


Po Drugim Dniu

Po drugim dniu walk Nexaris zmieniło się nie do poznania.

Arena gnije.
Warpowe burze przybierają na sile.
A pod piaskami Koloseum coś poruszyło się po raz pierwszy od tysięcy lat.

Grey Knights utracili aurę niezwyciężoności.
Tau odzyskali honor.
Emperor’s Children krwawią.
Votann zostali zatrzymani.

Lecz to Death Guard stali się cieniem wiszącym nad całą wojną.

I nawet bogowie Chaosu zaczęli patrzeć na Nexaris z zainteresowaniem.