Pierwszy Kroot zginął, zanim słońce wzniosło się ponad ruiny imperialnej bazyliki.
Shadowsun obserwowała jego śmierć przez obraz transmitowany z drona zwiadowczego. Zielony znacznik oznaczający wojownika zgasł bezgłośnie. Po chwili zniknęły dwa następne.
Na głównym kanale dowodzenia odezwał się Shas’ui zespołu Pathfinderów.
— Kontakty na całej szerokości centrum. Ciężka piechota. Pancerze typu Terminator. Za nimi Hellblasterzy i dowództwo przeciwnika.
— Potwierdzam odczyty energetyczne — zameldowała Ri’Locai z Twin Lance. — Ich broń plazmowa jest już naładowana.
— Krooci proszą o zgodę na odwrót — dodał operator łączności.
Shadowsun przesunęła holograficzną mapę pola bitwy. Znaczniki Mrocznych Aniołów poruszały się dokładnie tak, jak przewidywała. Metodycznie, bez pośpiechu, w głębokich formacjach. Jakby cała planeta należała do nich tylko dlatego, że postawili na niej stopę dziesięć tysięcy lat wcześniej.
— Odmowa — powiedziała spokojnie. — Mają utrzymać pozycję jeszcze przez jeden cykl.
Na kanale zapadła krótka cisza.
— Zrozumiano, Shas’O.
Krooci nie protestowali. Zaszczekali tylko rozkazy w swoim chrapliwym języku i ruszyli naprzód.
Nie mieli zatrzymać Mrocznych Aniołów.
Mieli sprawić, żeby Mroczne Anioły zatrzymały się dla nich.
Azrael szedł przez dym na czele Hellblasterów. Nad jego pozycją przelatywały serie impulsowych pocisków, rozbijając kamienne figury zapomnianych imperialnych świętych.
— Xenos cofają się — stwierdził jeden z jego wojowników.
Azrael spojrzał na ciała Krootów rozsiane pomiędzy ruinami. Stworzenia walczyły zaciekle, ale ich linia załamywała się pod naporem zakonu.
— Nie — odpowiedział. — One umierają w miejscu, które im wyznaczono.
Przez dym przebił się wysoki, mechaniczny dźwięk.
Ziemia zadrżała.
Riptide wyszedł zza ruin kompleksu przemysłowego, prostując potężną sylwetkę. Na jego pancerzu zamigotały pola ochronne. Lufa ciężkiej broni skierowała się w stronę Mrocznych Aniołów.
Azrael uniósł miecz.
— Ogień!
Plazma Hellblasterów przecięła pole bitwy. Pociski eksplodowały na osłonie battlesuita, rozlewając po niej fale błękitnego światła. Riptide zachwiał się, ale nie cofnął.
— Osłona na sześćdziesięciu procentach — zameldował pilot. — Reaktor stabilny. Cel zidentyfikowany jako dowódca wroga.
— Utrzymaj go tam — rozkazała Shadowsun.
— Jak długo?
Spojrzała na poruszające się w centrum znaczniki Pathfinderów.
— Tak długo, aż przestanie mieć znaczenie.
Riptide odpowiedział ogniem.
Pathfinderzy zajmowali środek od pierwszych chwil operacji.
Nie mieli pancerzy Riptide’ów ani siły ognia Crisisów. Dysponowali karabinkami, dronami i trzema karabinami rail, ale ich najważniejszą bronią pozostawała informacja.
— Deathwing przesuwa się na lewo! — krzyknął Shas’la Kais, przyciskając się do przewróconej kolumny.
— Widzę ich. Oznaczam prowadzącego.
Czerwony punkt zatańczył na masywnym naramienniku Terminatora.
— Cel przekazany Fireknife.
Wysoko nad nimi otworzyły się dysze hamujące. Zespół Crisis wynurzył się zza konstrukcji fabrycznej i oddał salwę z karabinów plazmowych. Pierwszy Terminator runął, zanim zdążył unieść broń. Drugi stracił połowę napierśnika. Trzeci szedł dalej, ciągnąc za sobą strzępy poszarpanego płaszcza.
Wtedy odezwał się drugi Riptide.
Akcelerator jonowy wystrzelił z hukiem przypominającym rozdarcie samego powietrza. Energia przeszła przez formację Deathwingu i eksplodowała pomiędzy ruinami. Kiedy blask osłabł, po elicie Mrocznych Aniołów pozostały nieruchome sylwetki w potrzaskanych pancerzach.
— Cel zniszczony — zameldował pilot.
— Nie cały — odpowiedział dowódca Fireknife. — Jeden nadal się porusza.
— Już nie.
Kolejny strzał plazmowy zakończył sprawę.
Kais pozwolił sobie na krótki oddech.
— Centrum nadal nasze.
— Centrum nigdy nie było nasze — poprawił go Shas’ui. — My jedynie przekonujemy przeciwnika, że warto za nie umierać.
Na prawej flance plan zaczął się rozpadać.
Redemptor szedł przez ruiny jak krocząca forteca. Pociski uderzały w jego pancerz, topiąc ceramit i rozrywając przewody, ale maszyna nie zwalniała.
Sunforge pojawili się w błysku silników odrzutowych.
— Dystans optymalny — zameldował dowódca zespołu. — Wszystkie systemy fuzyjne gotowe.
— Strzelać — rozkazała Shadowsun.
Sześć strumieni energii uderzyło w Dreadnoughta. Pancerz na jego piersi zmienił się w płynną masę. Jedno ramię opadło bezwładnie, a wokół korpusu zatańczyły iskry.
Redemptor jednak odpowiedział.
Pierwszy Crisis zniknął w eksplozji. Drugi runął pomiędzy ruiny z odstrzeloną nogą. Dowódca Sunforge poderwał battlesuit do kolejnego skoku, próbując znaleźć kąt na odsłonięty reaktor.
— Potrzebuję jeszcze jednej salwy!
— Nie zdążysz — odpowiedziała Shadowsun.
— Wiem.
Ostatni Sunforge wystrzelił.
Strumień fuzyjny przeciął bok Redemptora, ale nie sięgnął rdzenia. Chwilę później ciężka broń maszyny obróciła się w jego stronę.
Znacznik Crisis zgasł.
Redemptor przeszedł przez płonące szczątki i ruszył ku zapleczu T’au.
Tam czekał Ethereal.
Bladeguard pojawili się chwilę później. Ich tarcze lśniły wśród dymu. Fire Warriors otworzyli ogień, ale imperialni weterani nie zwolnili. Weszli na pozycję T’au z uniesionymi mieczami.
— Aun, droga odwrotu jest jeszcze otwarta — odezwała się Shadowsun. — Mogę skierować po ciebie jednostkę eskortową.
Ethereal obserwował zbliżające się ostrza.
— Nie, Shas’O. Eskorta jest potrzebna w centrum.
— Utrata twojej osoby wpłynie na morale całej kadry.
— W takim razie nie pozwól im mieć czasu na żałobę.
Pierwszy z Bladeguardów przeskoczył przez barykadę.
— Dla Większego Dobra — powiedział Ethereal.
Transmisja urwała się.
Shadowsun zamknęła kanał. Jej twarz pozostała nieruchoma.
— Ri’Lantar. Ri’Locai. Rozpocząć natarcie.
Twin Lance czekała dotąd w cieniu ruin, osłonięta przed wzrokiem przeciwnika.
Teraz oba battlesuity ruszyły.
Ri’Locai prowadziła, zasypując środek pola ogniem z ion scattercannona. Ri’Lantar przesunął się za nią i odpalił fusion eliminator. Imperialna pozycja ogniowa zniknęła w rozbłysku.
— Korytarz otwarty — powiedziała Ri’Locai.
— Nie całkiem.
Z ruin wyszli ostatni żołnierze przeciwnika. Twin Lance nie zwolniła. Shardstormy obróciły się, wyrzucając chmurę pocisków. Drony przeleciały nad battlesuitami i ostrzelały flanki imperialnej formacji.
— Teraz otwarty — stwierdził Ri’Lantar.
Minęli centrum bronione przez Pathfinderów. Kais spojrzał w górę, gdy potężne maszyny przeszły obok.
— Dokąd idą?
Shas’ui sprawdził mapę.
— Na pozycję dowodzenia przeciwnika.
— Ale nasza własna jest atakowana.
— Dlatego właśnie idą naprzód.
Twin Lance przebiła się przez linię Mrocznych Aniołów i wkroczyła na ich zaplecze. Imperialne znaczniki zaczęły odwracać się od centrum, ale było już za późno. Ri’Lantar stanął pośród ruin ich punktu logistycznego i wbił emiter sygnałowy w spękaną ziemię.
Na mapie strategicznej pozycja zmieniła barwę.
— Cel zabezpieczony — zameldował. — Główna pozycja przeciwnika znajduje się pod kontrolą T’au.
— Doskonale — odpowiedziała Shadowsun. — Utrzymać ją.
— Nadciągają posiłki.
— W takim razie wyjaśnijcie im, że nastąpiła zmiana właściciela.
Lion El’Jonson pojawił się na lewej flance, kiedy bitwa powinna była być już rozstrzygnięta.
Ghostkeel wykrył go pierwszy.
Ukryty dotąd pomiędzy ruinami battlesuit odłączył się od głównej formacji i przesunął na linię natarcia Prymarchy. Jego system maskujący zafalował, zacierając kontury maszyny. Drony rozpoczęły zakłócanie imperialnych sensorów.
— Kontakt potwierdzony — zameldował pilot. — Cel samotny. Brak eskorty.
Shadowsun spojrzała na dane taktyczne.
— To nie jest samotny żołnierz.
— Tym lepiej. Zwiążę go, zanim dotrze do centrum.
— Ghost One, wycofaj się. Nie podejmuj bezpośredniej walki.
Było już za późno.
Ghostkeel otworzył ogień. Ion raker rozjarzył wnętrze ruin, a strumień energii uderzył w Prymarchę. Eksplozja pochłonęła jego sylwetkę, wyrzucając w powietrze kamienne bloki i fragmenty posągów.
Przez moment sensory nie wykrywały niczego.
— Cel utracony — oznajmił pilot Ghostkeela.
Z pyłu wyłoniła się postać.
Lion szedł dalej.
Pancerz Prymarchy nosił ślady trafienia. Z jego naramiennika unosił się dym, a płaszcz płonął na krawędziach. Nie zwolnił jednak ani na chwilę.
Ghostkeel uruchomił silniki i uniósł się ponad ruiny. Jego obraz rozpadł się na widma i fałszywe sygnatury. Maszyna zniknęła z imperialnych sensorów.
Lion spojrzał prosto na nią.
— Jak… — wyszeptał pilot.
Prymarcha skoczył.
Nie powinien być zdolny pokonać takiej odległości. Nie w ciężkim pancerzu. Nie z miejsca. A jednak po chwili znalazł się na korpusie Ghostkeela. Jego miecz przeciął pole maskujące, pancerz i wewnętrzny szkielet battlesuita jednym potężnym uderzeniem.
Maszyna runęła na ziemię.
Pilot próbował ją podnieść, ale Lion wbił ostrze głębiej. Systemy Ghostkeela zgasły jeden po drugim. Z wnętrza kadłuba wydobył się ogień.
— Ghost One, zgłoś się — rozkazała Shadowsun.
Odpowiedziały jedynie zakłócenia.
Lion zeskoczył z wraku i ruszył dalej.
Nie zatrzymał się, by sprawdzić, czy pilot żyje. Ghostkeel nie był dla niego przeciwnikiem. Był tylko kolejną przeszkodą pomiędzy nim a pozycją dowodzenia T’au.
— Nadchodzi — zameldował Kais. W jego głosie po raz pierwszy pojawił się strach. — Shas’O, on nadchodzi prosto na ciebie.
— Widzę go.
— Przed chwilą zniszczył Ghostkeela.
— To również widzę.
Drugi Riptide obrócił się, odrywając uwagę od rozbitego Deathwingu. Jego reaktor działał już na granicy stabilności, ale pilot przekierował do akceleratora jonowego całą dostępną energię.
Na hologramie pojawiło się ostrzeżenie.
PRZEKROCZENIE PARAMETRÓW BEZPIECZEŃSTWA.
— Shas’O, proszę o zgodę na pełną moc.
Shadowsun obserwowała zbliżającego się Prymarchę.
— Zgoda. Wszystkie systemy. Zatrzymaj go.
Riptide rozstawił nogi i obniżył środek ciężkości. Płyty jego pancerza rozsunęły się, wypuszczając przegrzane powietrze. Światło reaktora rozjarzyło się tak mocno, że pobliskie sensory automatycznie przyciemniły obraz.
Lion dostrzegł przygotowującego się battlesuita.
Nie zmienił kierunku.
— Akcelerator na pełnej mocy — zameldował pilot. — Cel namierzony.
W powietrzu rozległ się narastający pisk.
— Ognia — rozkazała Shadowsun.
Świat eksplodował.
Strumień energii przeciął ruiny i uderzył w Prymarchę. Kamień wokół niego zamienił się w płynną masę. Fala uderzeniowa przewróciła Fire Warriors i zerwała z budynków resztki imperialnych sztandarów. Nawet Riptide cofnął się o pół kroku pod siłą własnego wystrzału.
W miejscu trafienia powstał płonący krater.
Pilot Riptide’a oddychał ciężko.
— Bezpośrednie trafienie. Pełna moc. Nikt nie mógł…
W centrum krateru coś się poruszyło.
Najpierw pojawiło się ostrze miecza. Potem wielka dłoń zacisnęła się na krawędzi stopionego kamienia.
Lion El’Jonson podniósł się.
Jedna z płyt jego pancerza była rozbita. Krew spływała po boku jego twarzy. Tarcza energetyczna migotała niestabilnie, a każdy krok wyraźnie sprawiał mu ból.
Ale szedł dalej.
Na kanałach T’au zapadła cisza.
— To niemożliwe — powiedział pilot Riptide’a.
— Nie — odpowiedziała Shadowsun. — Jedynie mało prawdopodobne.
Riptide próbował ponownie unieść broń. Akcelerator zgasł. System wyświetlił awarię chłodzenia i krytyczne przeciążenie reaktora.
— Nie mogę oddać drugiego strzału.
— Wycofaj się.
— Shas’O, on dotrze do twojej pozycji.
Shadowsun wysunęła się zza osłony.
— Wiem.
Lion szedł pośród płonących ruin.
Przetrwał zdradę własnych synów. Przetrwał zagładę Calibanu i tysiące lat snu. Walczył z istotami, których imiona wymawiano potem jak przekleństwa. Nie zatrzymał go Ghostkeel. Nie zatrzymał go strzał zdolny rozerwać ciężki czołg.
Teraz naprzeciw niego stanęła samotna postać w białym battlesuicie.
W porównaniu z Riptide’em wydawała się niewielka.
Lion zatrzymał się.
— To ty dowodzisz tymi siłami.
Głos Prymarchy był niski i spokojny. Nie było w nim gniewu. Jedynie pewność człowieka, który od początku wiedział, że ostatecznie dotrze do swojego celu.
Shadowsun uniosła broń.
— Dowodzę operacją zabezpieczenia tego sektora.
— Zabiłem twoich zwiadowców. Zniszczyłem waszą machinę wojenną. Przeszedłem przez ogień, który miał mnie unicestwić.
— Tak.
Lion wskazał mieczem płonące ruiny.
— A mimo to nie uciekasz.
— Nie muszę cię pokonać w sposób, który uznałbyś za godny.
— Nie musisz mnie pokonać wcale. Wystarczy, że się poddasz.
Systemy celownicze Shadowsun analizowały każdy ruch przeciwnika. Uszkodzoną płytę pancerza. Niestabilność tarczy. Nierównomierne rozłożenie ciężaru po trafieniu Riptide’a.
Wszystko, co wydarzyło się wcześniej — poświęcenie Krootów, śmierć Sunforge, upadek Ethereala, opór Pathfinderów, strzał Riptide’a — doprowadziło Prymarchę właśnie tutaj.
Na właściwy dystans.
Pod właściwym kątem.
— Imperium próbowało podporządkować nas sobie — powiedziała. — Nie udało się.
Lion ruszył.
— Imperium jeszcze nie próbowało naprawdę.
Shadowsun wystrzeliła.
Pierwszy fusion blaster uderzył w tarczę Prymarchy. Zielone światło eksplodowało wokół niego, ale Lion nie zwolnił. Ostrze jego miecza opadło do pozycji gotowej do cięcia.
— Pierwsza broń przegrzana — zameldował system.
Odległość malała błyskawicznie.
Dziesięć metrów.
Osiem.
Sześć.
Shadowsun przesunęła się w bok, wykorzystując uszkodzoną kolumnę jako punkt odbicia. Miecz Liona przeciął powietrze tam, gdzie znajdowała się ułamek sekundy wcześniej.
Prymarcha odwrócił się natychmiast.
Był szybszy, niż przewidywały symulacje.
Ale nie szybszy od światła.
Drugi fusion blaster wypalił.
Strumień energii uderzył w uszkodzoną wcześniej płytę pancerza. Rozbłysk pochłonął obie sylwetki. Shadowsun została odrzucona i uderzyła o ziemię. Systemy jej battlesuita zamigotały, tracąc na moment obraz.
Kiedy odzyskała wzrok, Lion klęczał pośród płomieni.
Jego miecz opierał się o ziemię. Pancerz wokół miejsca trafienia rozgrzał się do białości.
Shadowsun podniosła broń.
— Cel nadal aktywny — ostrzegł system.
Lion uniósł głowę.
Ich spojrzenia spotkały się.
A potem między ruinami pojawiła się mgła.
Nie nadciągnęła z żadnego kierunku. Po prostu tam była: gęsta, chłodna i całkowicie obca płonącemu polu bitwy. Wraz z nią pojawiły się niewyraźne sylwetki drzew. Wysokich, czarnych pni, których nie było tam chwilę wcześniej.
Sensory Shadowsun oszalały.
— Zakłócenie przestrzenne — zameldował system. — Brak zgodności z jakimkolwiek znanym profilem technologii imperialnej.
Lion patrzył na nią jeszcze przez sekundę.
W jego oczach nie było strachu ani porażki. Była obietnica, że ich spotkanie jeszcze się nie zakończyło.
Mgła zamknęła się wokół Prymarchy.
Shadowsun wystrzeliła ponownie, ale przegrzana broń odpowiedziała jedynie ostrzegawczym sygnałem. Ruszyła naprzód, próbując utrzymać wizualny kontakt.
— Nie pozwólcie mu odejść! Wszystkie sensory na moją pozycję!
Drony obróciły się ku mgle.
Na moment między drzewami pojawiło się zielone światło.
Potem mgła zniknęła.
Nie rozwiała się. Nie opadła. W jednej chwili wypełniała ruiny, w następnej nie pozostał po niej żaden ślad.
Po Lionie również.
Shadowsun stała pośród stopionego kamienia z uniesioną bronią.
— Odczyty? — zapytała.
— Brak celu.
— Szczątki pancerza?
— Brak.
— Ślady teleportacji?
— Brak zgodności.
Na kanale odezwał się Kais.
— Shas’O… zabiłaś go?
Shadowsun długo patrzyła na miejsce, w którym klęczał Prymarcha.
— Nie mogę tego potwierdzić.
— Ale zatrzymałaś go.
W oddali Twin Lance oznaczyła zdobycie ostatniej pozycji przeciwnika. Imperialne oddziały rozpoczęły odwrót. Cel, do którego zmierzał Lion, nadal pozostawał pod kontrolą T’au.
Shadowsun opuściła broń.
— Tak — odpowiedziała. — Zatrzymałam go.
Po bitwie nad ruinami zapadła cisza.
Krooci leżeli tam, gdzie rozpoczęli pierwszy atak. Szczątki Sunforge nadal płonęły przy okaleczonym Redemptorze. Zniszczony Ghostkeel spoczywał w kraterze na lewej flance, rozcięty od korpusu aż po reaktor.
Pathfinderzy wciąż trzymali centrum.
Riptide, który zatrzymał Azraela i Hellblasterów, stał pośród kraterów z osmalonym pancerzem i przeciążoną osłoną. Drugi górował nad rozbitymi Terminatorami Deathwingu. Jego akcelerator pozostawał martwy po wystrzale oddanym do Prymarchy, a systemy chłodzenia wciąż wyrzucały kłęby pary.
Daleko po stronie przeciwnika Twin Lance utrzymywała zdobyty punkt, otoczona przez szczątki imperialnej obrony.
Shadowsun patrzyła na holograficzną mapę. Większość zielonych znaczników nadal świeciła. Zbyt wiele jednak zgasło.
— Przygotować raport dla dowództwa — poleciła.
— Jak zaklasyfikować operację? — zapytał dron.
Spojrzała na pole bitwy: na poległych Krootów, zniszczone Crisisy, wrak Ghostkeela i miejsce, w którym zginął Ethereal. Potem na zdobyte pozycje i wycofujące się oddziały Mrocznych Aniołów.
— Wszystkie główne cele zostały osiągnięte. Przeciwnik utracił zdolność prowadzenia ofensywy. Jego zaplecze zostało przejęte, a naczelny dowódca usunięty z pola walki.
— Status dowódcy przeciwnika?
Shadowsun spojrzała na pusty fragment mapy.
— Zdolność bojowa przerwana. Dalsza obecność w sektorze niepotwierdzona.
Dron zapisał słowa.
— Klasyfikacja operacji?
Shadowsun wyłączyła hologram.
— Zwycięstwo zgodne z przewidywaniami.
Nad ruinami wzniosły się drony medyczne. Ocalałe jednostki rozpoczęły przegrupowanie.
W oficjalnym raporcie nie zapisano, że Lion El’Jonson zginął. Odnotowano zniszczenie Ghostkeela, nieskuteczny ostrzał Riptide’a przy pełnym przeciążeniu reaktora oraz bezpośrednie trafienie zadane przez Shas’O Shaserrę. Ostatnią potwierdzoną obserwacją Prymarchy była jego klęcząca sylwetka otoczona nieznanym zjawiskiem przestrzennym.
Wśród Fire Warriors historia brzmiała jednak inaczej.
Opowiadali, że najpierw Lion rozciął Ghostkeela jednym ciosem. Potem wyszedł z krateru pozostawionego przez akcelerator jonowy pracujący z pełną mocą. W końcu dotarł do samej Shadowsun — i dopiero ona zmusiła go do zniknięcia.
Niektórzy twierdzili, że Prymarcha uciekł.
Inni, że zabrały go duchy jego utraconego świata.
Shadowsun nie zgadzała się ani z jednymi, ani z drugimi.
Kiedy zapytano ją o wynik starcia, odpowiedziała jedynie:
— Wróg zamierzał zdobyć pozycję. Nie zdobył jej.
Dla Imperium Człowieka była to opowieść o odpartym Prymarsze i utraconym zwycięstwie.
Dla Krootów — historia o krwi przelanej za dochowaną umowę.
Dla wojowników T’au — dzień, w którym każdy element kadry wypełnił powierzoną mu funkcję.
A w oficjalnym raporcie operacyjnym zapisano jedynie:
Sektor zabezpieczony. Straty mieszczą się w granicach przyjętych parametrów. Ekspansja może być kontynuowana.
