Mróz, Honor i Rozkład

Lodowy wiatr zawodził niczym duchy poległych, niosąc ze sobą popiół dawnych bitew i zapowiedź nadchodzącej zagłady. Planeta Kharon IX — zapomniana przez światło Imperium, skute lodem pustkowie — stała się areną, na której losy honoru i zepsucia miały się raz jeszcze skrzyżować.

Na horyzoncie, pośród burz śnieżnych, majaczyły sylwetki kolosów w błękicie i szarości. Ultramarines, dumni synowie Guillimana, stali niewzruszeni niczym marmurowe posągi, ich dyscyplina była tarczą przeciw chaosowi. U ich boku, niczym wilki gotowe do skoku, Space Wolves warczeli w oczekiwaniu na bitwę — dzicy, nieokiełznani, spragnieni krwi wrogów Imperium. Dwa rozdziały, dwa oblicza wojny, zjednoczone jednym celem: powstrzymać nadciągającą zarazę.

A ta już nadchodziła.

Z mgły, ciężkiej od smrodu rozkładu, wyłaniały się sylwetki Death Guard. Ich pancerze, przeżarte rdzą i plugastwem, pulsowały chorobliwym życiem. Każdy krok zostawiał po sobie ślad gnicia, każdy oddech zatruwał powietrze. W ich szeregach nie było strachu — tylko nieśmiertelna cierpliwość i pewność, że wszystko, co żyje, w końcu zgnije.

Lód pod stopami lojalistów pękał, jakby sama planeta nie chciała być świadkiem tego starcia.

Rozległ się huk pierwszych bolterów.

To nie była zwykła bitwa.
To była próba wytrzymałości przeciw nieuchronnemu rozkładowi.
To był moment, w którym stalowa wola Imperium miała zmierzyć się z wieczną zarazą Chaosu.

Na Kharon IX nie będzie zwycięzców — będą tylko ci, którzy przetrwają wystarczająco długo, by opowiedzieć o tej rzezi.

Albo ci, którzy staną się jej częścią na zawsze.